3 LATA Blondynki Tańczącej z Wilkami

3 LATA PAMIĘTNIK Z ZYCIA BEZ NIEGO

Cena szczęścia

Tak to już w tym naszym życiu jest, że upadamy i wstajemy.

Jak ten Syzyf dzień po dniu tocząc na górę te nasze troski i zmartwienia.

Czy to nie może raz w życiu tak być, że to co złe zostaje daleko za nami i już nigdy nie wraca?

Jak bumerang wracają nierozwiązane problemy.

Otwierają się zamknięte drzwi i zamykają pod naporem dawnych trosk te nowe drzwi.

 

Czemu to tak jest, że ten problem, który raz się pojawił tak się za nami telepie jak ten rzep który nie chce się odczepić.

Jak ten mech, który z zewnątrz ugaszony pali się od korzeni.

 

Czasem boje się, że szczęście nigdy nie nadejdzie.

 

Czy w sercu Boga nie ma dla nas krzty litości?

Żeby tak bez sensu zupełnie, całe lata szarpać nas jednym problemem?

 

Czy to się tak nie da zacząć i zamknąć temat?

Czy to tak naprawdę musi być że jedna głupota tak się za nami ciągnie całymi latami, miesiącami, tygodniami, minutami i sekundami.

 

Mówią, że jakie życie taka śmierć.

Co jeśli ta moja śmierć będzie równie wolno nadchodziła co rozwiązanie tych wszystkich problemów.

 

W lipcu przekonałam się, że to co przed laty powiedziała mi jedna z przypadkowych wróżek to bzdura.

Ktoś komu miałam uratować życie nie przeżył.

W jednej sekundzie straciłam cały swój świat.

Bez powrotnie.

Znów zostałam sama.

Wraz z ta śmiercią straciłam ostatnie co łączyło mnie z tamtym światem.

Niema już ani jego ani jej.

Nie ma nic.

Jest tylko biała kartka, którą małymi kropkami zapisuję od nowa.

 

Obraziłam się na Boga, że dał mi nadzieje, która wyciągnęła mnie z odmętów rozpaczy, a która okazała się być zwykłym kłamstwem.

 

Jeśli już nawet Bóg kłamie, to co w tym życiu jest prawdą?

Jeśli już nawet on traktuje nadzieje jako chwilowe ukojenie to co w tym naszym życiu jest tym, co faktycznie kończy te rozpacz.

A może nie szukać już nadziei?

Może pozwolić by zniszczyła nas nasza własna rozpacz?

Na cóż to wstawać?

Po co szukać szczęścia?

Jeśli wystarczy jedna sekunda by znów być na dnie.

Po co budować, jeśli i tak w najmniej spodziewanym momencie, przychodzi huragan i wszystko niszczy.

Na 6 dni przed rocznicą tamtego wypadku stał się ten wypadek.

Kolejny wypadek który znów wszystko zniszczył.

Jedna sekunda, która znów wszystko kończy, co z takim uporem się budowało…

 

Ja się już po prostu boje być szczęśliwa.

Że też za te sekundę szczęścia tak wysoką zawsze trzeba płacić cenę.

 

Ech jaka ja czasem bywam zmęczona ta swoją wędrówką.

Jaki jest sens wstawać?

Na cóż to znów budować…

Dziś jedno co mnie trzyma przy życiu to nadzieja, że kiedy umrę znów będziemy razem.

Co jednak, jeśli i w tej kwestii Bóg kłamie i nie ma żadnego potem? Żadnego życia w lepszym świecie? Drugiego świata w którym czekają na nas ci których tak kochamy a którzy odeszli przed nami?

 

Jaki wówczas sen mają te nasze dzisiejsze cierpienia?

Na cóż to żyć, gdy umiera ktoś dla kogo żyjesz?

Chyba już żaden.