3 LATA Blondynki Tańczącej z Wilkami

OKIEM BLONDYNKI

Łobuz kocha najbardziej

Traumę z przeszłości odreagowuje drwiąc z alkoholików i wszelkiej maści patologii.

Ochrypłymi głosami udajemy zapijaczone mendy z pod piątki.

 

Tak bardzo rozbawił nas jeden z pijących sąsiadów M, że ja ofiara alkoholizmów zupełnie zapomniałam, iż to nie są żadne wygłupy lecz realne życie milionów ludzi.

Az do soboty, gdzie Kubala radosnym śpiewem przemówił.

 

W tym roku, podobnie jak w poprzednich latach znów świętuje nad warszawską Wisłą.

Rosły M z korzeniami „bramkarza z wanessy” jest ideałem na takie imprezy. Trzymając torebkę lekko się giba, jednocześnie osłaniając tyły. Żaden tłum nie jest mi straszny, bo M zawsze osłania mnie swoim cielskiem. Taki ma nawyk.

Cierpliwość M do moich pomysłów, też zdaje się nie mieć granic, toteż w tym roku, wreszcie, nareszcie ląduje pod sceną. Ja skacze bawię się, krzyczę śpiewam a on się tylko uśmiecha i rozgląda. Mój prywatny ochroniarz, który ewidentnie wszystkich straszy, bo co i raz słyszę przepraszam.

Kiedy impreza się kończy, my przysiadamy na ławeczce by przeczekać falę festynowych uciekinierów.

 

Za nami jakieś parki leniwie się podnoszą z trawy na której przesiedzieli koncert.

Podchodzi do nas drobny rzezimieszek w różowej koszulce polo i krótkich spodenkach Jeanowych. Na pozór nic groźnego, ot przystojniak zniszczony wódą na oko koło 27 lat. Chce tylko papierosa. Nie wiedzieć Czemu, nim go dostaje już idzie żebrać gdzie indziej.

- ty jesteś spoko mówi do M, który nic nie odpowiada tylko obserwuje.

Pan pink, wraca do towarzystwa, które podnosi bambetle rozłożone tuż za naszą ławeczką.

- i tak spotkamy się przy metrze, nagle mówi podniesionym głosem do otyłej dulcynei.

Dulcynea w czarnej przy krótkiej sukience tuli się do przyjaciela w niebieskich spodenkach i czarnej ortalionowej kapotce.

- i tak was dorwę powtarza bezzębny pan pink.

Dziewczyna odchodzi. Przyjaciel zbiera bambetle, których jest zadziwiająco dużo jak na zwykły sobótkowy piknik.

Różowy idzie za czarną. Znikają.

 

Po chwili różowy wraca, pchany wielkim brzuchem ochroniarza.

Czarna znów tuli się do niebieskiego, jak gdyby szukając pocieszenia.

Niebieski pociesza a i owszem, lecz głaszcząc po tyłku.

Różowy chodzi wokół niebieskiego, w sobie tylko znany sposób atakując czarną.

Początkowo wygląda to tak, jak by różowy przyczepił się do parki zakochanych mniej więcej tak jak próbował przyczepić się do nas.

Ale nie.

 

Kiedy ochrona próbuje pana uspokoić, ten zaczyna bredzić, że to jego dziewczyna i chce ją odprowadzić do domu.

Kiedy słyszę argument, ze czarna się upiła i robi z niego przemocowca, który ją bije sama mam ochotę się odwrócić i mu sieknąć w pysk. Znam przecież ten argument jak nikt….

Dziewczyna nic nie odpowiada, tylko tuli się do niebieskiego. Zastanawia mnie czemu nie pozwala zabrać na policje różowego. Gołym okiem widać, że zaraz dojdzie do rękoczynu.

 

- sprzeczka małżeńska, odpowiada najodważniejszy ochroniarz po czym razem z pięcioma kolegami się oddala.

I znów dziewczyna odchodzi. Niebieski spokojnie zbiera bambetle, różowy idzie za dziewczyną

Metr od mojej nogi różowy łapie za ramie dziewczynę i jednym ruchem przewraca na ziemie, jednocześnie przyduszając.

 

- ja ci po flaszkę poszedłem, zapierdalałem na stacje dwa razy po popite dla ciebie, a ty się puszczasz z nim, słyszę rozżalony ton którym różowy tłumaczy czarnej czemu dziś znów ją spierze.

Dziewczyna nic nie mówi tylko zasłania głowę, jak by dobrze wiedziała co zaraz ją czeka.

W tym czasie niebieski spokojnie zbiera bambetle, które przecież już zebrał.

 

 

M zatrzymuje mnie, gdy tylko próbuje wstać. Poczekaj, tu jest ochrona.

Jest ochrona. Jeszcze dyplomatycznie odciąga różowego z czarnej.

Różowy broni się używając tych samych argumentów co poprzednio

- przecież to wariatka, upiła się i bredzi,

- co ona wymyśla, przecież ja bym w życiu kobiety nie uderzył,

- ja chce ją tylko odprowadzić bezpiecznie do domu,

- to moja kobieta mam do tego prawo, nikomu nic do tego jak ja wychowuje.

 

Niebieski zjawia się dopiero gdy dziewczyna zaczyna rozmawiać z ochroną.

Znów ją tuli udając kochającego przyjaciela, który pragnie jedynie ją uratować. Gest łapania za tyłek zdaje się być w tej przyjaźni równinie wielkim standardem co, bzykanie dziewczyny kolegi. Ledwie się niebieski pojawia ona natychmiast kończy rozmowę z ochroną.

 

Kiedy ochrona dyskutuje z różowym, niebieski jest przy nim. W tym czasie ona bierze telefon i dzwoni do przyjaciółki. Siada obok mnie na ławce będąc już w zagorzałej dyskusji.

 

- znów mnie napierdolił, tak dwa razy, mówi mocno ochrypłym i zapijaczonym głosem.

Różowy miał racje, jest pijana. Co gorsza, pijana w ciąży.

Niebieski jak przystało na dobrego przyjaciela nie dopuścił by panowie w niebieskim aucie zabrali różowego. Pewnie gdyby nie pilnował czarnej, tak by się to skończyło. Ilekroć jednak dziewczyna za dużo mówiła, zjawiał się anioł  w niebieskich portkach i bidulkę ratował.

Jeszcze gorsza była reakcja gapiów, którzy krzyczeli

- zajeb suce

 

Bo to takie fajne, że on ją bije. Oczywiści gapie to grupka samców alfa w bejsbolowych czapeczkach made in wgr.

 

Wreszcie ochrona znów odpuszcza a różowy idzie znów za dziewczyną tym razem kopiąc ją w tyłek i gdzie tam trafi.

W końcu towarzystwo przechodzi na drugi koniec placu a my zostajemy w niedosycie z niedokończoną historią.

 

Świat, z którego tak drwiliśmy a który wydawał się M tak bardzo nieprawdopodobnym żartem nagle rzucił dziewczynę w czarnej sukience wprost pod jego stopy.

 

Po chwili milczenia, wreszcie mówię, ze mnie w ten sam sposób groszkowy marek rzucał.

Po chwili wyduszam z siebie, że znam wszystkie te argumenty, że jestem wariatką, że sama się przewróciłam i próbuje go wrobić w jakieś bzdury.

 

Tej nocy Kubala, pokazał mojemu mężczyźnie, że świat o którym mu tyle opowiadałam jest realny prawdziwy.

Mi zaś sam Kubala przypomniał, że każdego poranka winnam cieszyć się, że to wszystko już dawno za mną.

 

To straszne, jak wiele kobiet codziennie przechodzi mój koszmar.

Są bite rzucane na ziemie. Wmawia im się szaleństwo, alkoholizm, brzydotę, otyłość, głupotę, mitomanie, nieporadność życiową. Na świecie jest całe mnóstwo psychopatów, którzy udają pięknych mądrych i wspaniałych tylko dla tego, że umiejętnie odbiją się od pleców partnerki.

Zastanawia mnie czasem czy ci pozbawieni honoru mężczyźni, naprawdę wierzą, że jeśli u ich boku stoi ktoś gorszy to sami są lepsi?

Zastanawiam się czy rzucając ją na ziemie faktycznie czół się silnym człowiekiem?

Zastanawiam się po co za nią szedł, skoro może mieć tyle lepszych niż ta utuczona, spuchnięta mysz?

 

Przeraza mnie wręcz, że ten psychologiczny bełkot opisujące zadnia wypowiadane przez psychopatę do swojej ofiary jest efektem takich jak moje obserwacji. A z których ewidentnie wynika, że każdy kat nad swoją ofiarą znęca się w ten sam sposób. Używając tych samych argumentów, wmawiając jej te same bzdury, powalając na ziemie w ten sam sposób, wreszcie patrząc z tą samą wściekłością i obłędem w oczach.

 

Widząc to pan kanalia, groszkowy marek, mój osobisty tyranek zapewne powiedział by

- zasłużyła to dostała, a na chuj się łasi do innego. Po czym stanął by z panami wgrami w bejsbolowych czapeczkach i razem z nimi krzyknął „zajeb suce”

 

A skoro te niedojdy skandujące by ukarać „tłustą świnie”, mówiły tym samym językiem co pan kanalia. To czy to oznacza, że patrząc na te bandę buraków, patrzyłam na 5 tyranów, spuszczonych ze smyczy?

 

Do ostatniej chwili, czekaliśmy z M na przyjazd policji, która nie nadjechała. Tak, zgodnie chcieliśmy zeznawać co naprawdę widzieliśmy a co pięknie próbował odwrócić różowy.

 

Ochrona miała racje, to była zwykła stłuczka małżeńska. Zwykła jakich wiele w milionach polskich domów, do których też nigdy nie dociera policja. A w których miłość jest tak silna, że nie pozwala im się rozdzielić. Miłość… prawo własności… przynależność… lojalność… STRACH

 

Czy to niebieski im nie pozwolił się od siebie uwolnić, czy może jej współuzależnienie od zniszczonego własnymi imprezo - wyborami.

Nie wiem.

Słysząc jej głos i czując woń alkoholu, pomyślałam że sama jest sobie winna.

Gdyby chociaż była trzeźwa… lub gdyby nie była w ciąży…

A może gdyby nie wyszła z patologicznego domu…

Nie musiała by na siłę szukać miłości, byle by tylko czuć że do kogoś należy.

Można wieszać psy najgorsze na czarnej. Kimkolwiek by nie był różowy, niebieski i cały świat. To ona odpowiada za własne życie. Żadna słabość nie usprawiedliwia picia w ciąży.

Ale też i żadna miłość nie daje prawa by powalać kobietę na ziemie i bić.

Jeśli się odważył tam na tej imprezie gdzie jest tyle tysięcy osób, które mogą mu wymierzyć sprawiedliwość, to co robi w domu?

Co robił siedząc za moimi plecami gdy z taką radością skakałam w rytm tej muzyki?

 

W noc świętojańską, Kubala przypomniał mi, że świat jst pełen kobiet, dla których mam obowiązek pisać.

 

My ofiary przemocy, byłe żony toksycznych mężów. Zwłaszcza te, które tak jak ja, miały szczęście i siłę by wyrwać się z okowy patologii.

My… właśnie my mamy obowiązek mówić o własnym nieszczęściu. Tym, które tak jak my kiedyś nie wierzą, że żyć bez patologii się da.

 

I tak w najmniej spodziewanym monencie, kiedy już przemoc stała się tylko głupim żartem, wrócił do mnie duch dawnego związku i znów nakazał pisać.

 

 

„ŻE NIKT NIE MA PRAWA NARUSZAC NIETYKALNOŚCI CIELESNEJ I NIC NIE SUPRAWIEDLIWIA PODNIESIONEJ RĘKI NA DRUGIEGO CZŁOWIEKA”

 

Tej nocy, przypomniał mi sam ten Kubała, dno od którego się odbiłam i dawno zapomniany blog…