3 LATA Blondynki Tańczącej z Wilkami

3 LATA PAMIĘTNIK Z ZYCIA BEZ NIEGO

Za Tobą

Za tobą

 

A jeśli spadnie na nas deszcz po którym wszystko zmieni się

Kiedy ktoś rozdzielić zechce nas

Kiedy wszystko wokół nas straci sens

 

Choć w snach do mnie przyjć

Obejmij mnie jak tylko umiesz ty

Przekonaj tak długo jak chcesz że miłość silniejsza jest niż śmierć

 

Znów umarłam.

Na tym samy zakręcie, tej samej ulicy, w tym samym kierunku

 

Przekonaj ze miłość silniejsza jest niż śmierć…

Wracasz, gdy świat znów zdaje się być początkiem.

Jak wtedy, gdy odchodziłeś ty.

Tamtego dnia, obok tej stacji. Tej samej co ta mijana dziś, na tej samej ulicy.

Nie twój głos brzmiał w słuchawce. Choć tak jak wtedy za tobą wylałam łzy…

 

Miłość silniejsza niż śmierć….

 

Czasem jedno słowo burzy mór…

 

Ta miłość. Tamta miłość.

Za tobą chowam się gdy wszystko znów jest tak bardzo bardzo żle.

 

Czemu pozwalasz mi chować się w Jego ramionach?

Skąd w tobie tyle pewności, że on mnie nie zrani jak ty?

A co jeśli dziś jestem bardziej bezbronna niż wtedy?

 

Maski, maski, maski…

Wstyd… powinność…, konwenans… spokój… szczęście… honor…

Bo tak wypada…

Bo tak być powinno…

Bo wszyscy tak robią…

Bo ktoś jest a ktoś nie jest czegoś wart…

Bo on tak a ty nie… ty nie…

Bo tak jest lepiej

 

Czas nie goi ran…

Czas sprawia, że umiemy z nimi żyć.

 

Milcze…

Być może nie zasłużyłeś by znac prawde…

Być może już niechce pisać o swoich łzach…

Być może nie ty jesteś ich autorem… być może nie on… być może tak czasem jest że znów płyną…

Być może ktoś nie jest godzien by o nich czytać…

Być może ktoś nie zasłużył by o nich pisać…

Być może nie chce być przychodził w snach…

Być może… właśnie za tym tęsknie…

Być może nie jesteś już centrum mojego świata i czasem się łapie na tym że płakać przez ciebie jest wygodniej, łatwiej, bezpieczniej…

Być może czasem niemam siły pisać o szczęściu, które już dawno powinno być…

Być może czasem brak mi sił by nosić na sercu zbroje utkana z tego co być powinno, tego jak być powinno, tego co trzeba, co wypada.

 

Sztuczne uśmiechy, gdy świat się wali…

Ty jeden wiesz czym jest ucieczka,

Ty uciekałeś do niej, ja uciekałam do ciebie…

Ty piłeś, ja się śmiałam…

Tylko ty jeden widziałeś czym były te moje nie przespane noce.

Tylko ty, jedyny ty przypadkiem przebudzony widziałeś te łzy to o to to o tamto. Choć nigdy nic nie powiedziałeś… tylko ty, jedyny ty… tak bez słów, tak bez zbędnych… po prostu przytulałeś…

 

Obejmowałeś jak umiesz tylko ty…

 

Być może właśnie dla tego wciąż chowam się za Twoje ramiona…