3 LATA Blondynki Tańczącej z Wilkami

Jakaś była rzecz o instytucji byłej partnerki

Chcąc uniknąć dawn
ych błędów postanowiłam przyjrzeć się bacznie instytucji byłej partnerki.

Za każdym razem kiedy M, tak docenia kim jestem zastanawiam się jak mój ex, mógł tego nie docenić. A z drugiej strony Za każdym razem kiedy M jest tak idealny w swej normalności zastanawiam się jak ona mogła nie chcieć z nim być?

Jak On taki nie skory do awantur, wyważony i taki ciepły, serdeczny?

Jak On tak docenia to kim jesteś, co robisz i tak cie wspiera i mobilizuje i tak kocha być z ciebie taki dumny? Zatem jak można nie chcieć być z kimś kto właśnie tak nas traktuje? No jak?

Być może był dla niej nie dostatecznie szalony, porywisty, nieokiełznany?

Być może nie poznała mojego ex, który nauczył by ją, doceniać normalnego faceta?

Być może on nie zawsze Taki był?

Być może to ja jestem tą jedyną, przy której on umie taki być?

Wreszcie być może ona była podła i niewdzięczną żona, która nie umiała docenić co miała?

 

Czytając smsy, dochodzę do wniosku, że to ona jest, tą która siała te niezgodę w tym sielankowym zapewne małżeństwie.

I kiedy już mam ochotę tak z całych sił przytulic go, w geście współczucia…

Wtedy przypomina mi się inna była, która dla swojego ex, była strasznie nie miła…

Se mła, ja sama… w rzeczy samej… we własnej wręcz osobie…

 

Decydując się na życie z człowiekiem po przejściach, jego przeszłość dostajemy niejako w pakiecie.

Bardziej lub mniej świadomie, budujemy te nasze patchworkowe rodziny.

Nie zawsze mamy na to ochotę, sile, chęci.

Nie zawsze nasza miłość jest na tyle silna, by udźwignąć ciężar, kolejnych problemów.

Nie zawsze mamy świadomość co w efekcie może oznaczać takie patchworkowe życie.

A i on nie zawsze mówi wszystko nim się zakochamy.

Czy jednak gdyby powiedział, coś by to zmieniło?

Czy i tym razem nie znalazłybyśmy w sobie serii odpowiedzi, podpowiedzi, wymówek?

 

By zrozumieć decyzje drugiego człowieka, trzeba postawić się na jego miejscu. Wejść głębiej w jego opowieść. Rozważyć inne aspekty jego życia, które choć nie wypowiedziane, to jednak decydują o klasyfikacji jego wyborów.

 

Mi ta sytuacja odpowiedziała na wiele pytań dotyczących strasznej anny.

Czemu mi nie zaufała?

Czemu przestała wierzyć w prawdę moich słów?

Czemu uwierzyła, że jestem tak złym człowiekiem jak jej wmówił?

Czemu nie uczy się na moich błędach?

Czemu tak uparła się by przeżyć to moje piekło?

 

Straszna anna, tak jak ja przed laty, poznała strasznie fajnego faceta, u boku którego stała strasznie nie fajna kobieta. Owa strasznie nie fajna kobieta, była wówczas strasznie zraniona przez owego człowieka. A wyrażała, swą straszną złość na niegodne czyny jego, strasznie złymi o nim słowami. Tymczasem ów strasznie fajny jegomość, wciąż był wciąż strasznie miły, choć już dla zupełnie innej dziewczyny...

Nowa kobieta strasznie się jego atencją cieszyła, zatem i strasznie dla niego miła była, nie to co tamta… już jego była, tym straszniej nie miła.

Zatem, choć słowa dawnej dziewczyny gorzkie były, w jego czynach, ta nowa waćpanna, nie dostrzegała winy…

 

Czy zatem mogę mieć pretensje do strasznej anny, że tak strasznie niesprawiedliwie mnie potraktowała? Czy mogę mieć do niej żal, że nie zaufała mi, lecz temu kłamcy?

A kimże ja jestem, lub wówczas byłam, by mi ufać?

Czy nie zwykłą podłą byłą, która ze wszech miar, chciała by go odzyskać?

Czy nie manipulantką, która mówiąc o miłości, zieje nienawiścią i żalem za to co ów ideał, jej zrobił?

Nikt, w takiej sytuacji nie uwierzy, ze słowa płynące z tych ust niosą jakąkolwiek prawdę. Czy Zatem strasznej annie dziwić się należy?

Pewnie nie. Gdyby mowic o jakiejś tam byłej, która cos tak sobie pisze, winna się zapalić czerwona lampka. Lecz w sytuacji gdy się osobiście kogoś zna, gdy się widzi i te łzy i te siniaki… to już brawura a wręcz głupota. Prosty wniosek, jeśli ja byłam tak traktowana to tylko głupiec uwierzy, że jego chamstwo dla jednej osoby na świecie zarezerwowane…

 

Jakaś była

Przed 14 laty, słowom byłej jego wiary także nie dałam. A ona też mnie i ostrzegała i wyzywała i wina obarczała…

 

Dziś to ja jestem podła była, dla jednego i wspaniała obecna dla drugiego.

Po 14 latach od spotkania jego byłej i 4 po spotkaniu jego obecnej, już zupełnie inaczej patrzę na instytucję byłej partnerki.

 

Dziś, nim dam wiarę niegodziwości byłej partnerki zawsze się przypominam sobie, co o mnie słyszały me następczynie…

 

Bo, że byłam potworem najgorszym na świecie, to zapewne wiecie…

 

Ludzie rozstają się z różnych powodów.

Zwykle to po prostu zmęczenie materiału i niema co doszukiwać się drugiego dna.

Nie wszystkie rozstania niosą za sobą podobną mojej, patologie. Czasem to po prostu zmęczenie materiału, chwila słabości, czasem wstyd to za siebie a czasem za partnera, choć często a nawet czasem to coś zupełnie innego.

Ile ludzi tyle powodów rozstania.

I często tez jest tak, że o jednym rozstaniu krążą dwie średnio zbieżne teorie.

 

Ważne jest co i jak mówią o sobie byli partnerzy. M nigdy nie mówi o swojej ex, na tyle źle by uznać go za toksycznego człowieka. Co mój ex czynił nagminnie na każde tamtej wspomnienie.

Kończąc związek z Iloną stwierdził, że odszedł bo to straszna wariatka i materialistka była oraz, że nigdy jej nie kochał. Dziś o mnie mówi dokładnie tak samo…

Mój ex kończąc tamten związek, sprowokował walkę między mami. Ona się nie chciała odczepić, a on niemiał siły by się przed nią bronić. Ktoś go musiał uratować i byłam to ja, ta lepsza od tamtej… tak wówczas o sobie myślałam.

Ale miałam wtedy 20 lat i rozumek małego zakochanego ptaszka o sercu idealisty… tak sobie własną głupotę tłumacze, po latach gdy tak mi wstyd za siebie, że zaufałam, komuś przed kim mnie ostrzegano…

A po 12 latach ktoś inny go przed mną ratował.

Historia lubi się powtarzać…

 

Zatem nauczona własnym doświadczeniem bacznie oglądam te dawne relacje…

 

Być może, tak ten świat jest skonstruowany, że za każdym mężczyzną stoi jaka spodla była. I za każda kobieta stoi jakiś podły były.

Kiedy rozpada się miłość, to wręcz nie naturalnym zdaje mi się brak bólu, smutku, gorzkich słów. Złość, zdaje mi się dziś zdecydowanie lepszym objawem niż obojętność. Normalni ludzie cierpią, gdy się coś kończy, tak mi się przynajmniej zdaje.

 

Za każdym z nas stoi jakiś były partner.

O jednych mówimy podły były wspominając człowieka z nienawiścią, pogardą, nazywając go życiowym błędem. O innych mówimy z sentymentem, czułością, lekkim żalem że się skończyło i radością, że w ogóle było.

 

Czy to, że ktoś jest byłym, exem, tym starym, dawnym chłopakiem, byłym mężem, oznacza, że jest on podły, zly, niegodny? Czy to, ze z kims nie jesteśmy oznacza, że ów jest złym człowiekiem? Czy to, że coś się skończyło oznacza, że nie było w tym nic dobrego?

Czy dawna miłośc nie zasługuje na szacunek i dobre słowo?

 

Były partner, to ktoś kogo przynajmniej przez chwile darzyliśmy ciepłym uczuciem. To ktoś kto dał nam cale mnóstwo radości i dobrych chwil. To ktoś kto nas czegoś nauczył i czegoś oduczył. To wreszcie ktoś komu zawdzięczamy to kim jesteśmy.

Niezależnie od tego jak się toczą losy ludzi, to przeszłość buduje przyszłość. Z tamtych bowiem emocji i doświadczeń czerpiemy jako z tych korzeni.

 

Podły były

 

Normalni ludzie się po prostu rozstają. Czasem umieją rozmawiać czasem już nie. Ale w normalnym świecie zawsze drzwi dawnego życia zamykają się naturalnie. Bez żadnych gierek, bez dramatu, bez toksycznych zachowań. Bez szarpania się całymi latami już po.

 

Na fakt posiadania upierdliwego byłego i na to jak o nas mówią po rozstaniu, pracujemy przez cały związek.

Jeśli ktoś przez całe lata, niszczy, upokarza, krytykuje, zdradza, obraża… to niezależnie od tego jak się dany związek zakończy, będzie on podłym byłym.

 

Jeśli były partner nie chce odejść, ciągle się czepia, to także dowód że coś zostało, źle zakończone. To dowód, że osoba atakowana, coś źle zrobiła, zadała jakiś ból, że nie uregulowała jakiejś krzywdy.

Jako ten, podły były zostaje wówczas przedstawiony ten, który został tak bardzo skrzywdzony, że nawet po śmierci związku szuka sprawiedliwości.

Czy jest wiec on podłym byłym? Czy skrzywdzonym byłym, z którego robi się podłego dla odwrócenia własnych win?

Podłego byłego porównała bym zatem do ducha, który krąży po ziemi puki nie ukara sprawcy swojego morderstwa.

Mi, podłej byłej, fakt, posiadania przez faceta toksycznej byłej, mówi, że oto przemawia do mnie człowiek, który był złym mężem i próbuje wybielić. Mówi mi także o braku szacunku, do dawnego życia. Mówi mi o tym, że faceta bawi, takie a nie inne zachowanie byłej partnerki dlatego nie próbuje nawet zakończyć dawnego życia tak by nikt do niego nie miał żalu. Mówi mi, ze dawna relacja nie została zakończona a cień jej zawsze będzie się kładł na życie z tym oto człekiem. Wreszcie mówi mi, że to co słyszę o niej, kiedyś ktoś usłyszy o mnie.

 

Tak jak nasz dom, nasze dzieci, nasze zwierzęta, wygląd, świadczą o nas, tak i te relacja mówią kim jesteśmy, kim byliśmy i kim będziemy.

 

Moim zdaniem jeśli nasz partner układa sobie życie po rozstaniu z wami, to znaczy że był w tym związku szczęśliwy. Jeśli się zaś boi, to znak, ze w jego przeszłości wydarzyło się coś, czego w przyszłości chciał by uniknąć.

 

Spośród wszystkich moich byłych tylko o jednym mówie źle i tylko po jednym naprawde boje się znów zaufać. I tylko przed jednym przestrzegam. I tylko przed tym jednym mnie kiedyś przestrzegano. I tylko do jednego z nich nigdy bym nie wróciła, choć tylko jemu jednemu o powrocie mówiłam… tak to już jest z toksycznymi facetami…

Mimo, że z tąk tamtego człowieka, spotkala mnie prawdziwa tragedia, i tych doświadczeń za bląd nie uznaje. To moje życie, moja droga, ona mnie ukształtowała i dzięki niej jestem dziś tym kim jestem. Choć nawet jego jednego za błąd nie uznaję.

Choć powodów rozstań było wiele, każdego spotykając na ulicy niezmiennie czuje w sercu jakiś sentyment.

 

W niedziele pijąc kawe z Grzegorzem, uznałam, że miałam wielkie szczęście, by z nim być wtedy i jeszcze większe, by dziś mieć w nim przyjaciela. Z nielichym żalem pożegnałam dawnego kochanka, biegnąc wprost w ramiona człowieka, który nigdy nie mówi źle o swojej byłej.

Bo w normalnym świecie ludzie się rozstają i to wcale nie oznacza, ze ktoś był winien, zły, podły. Czasem bywa tak, ze coś nam nie wychodzi. Ot.

Dziś wiem, ze u boku normalnego faceta stoi normalna kobieta nie zaś podła, neurotyczna, zapłakana, obłakana była. W normalnym swiecie nie ma miejsca na takie relacje.

Wiem też, że normalny facet nigdy nie pozwoli kobiecie tak się upodlić.

Jak się okazało, nawet ja nie dla wszystkich jestem podłą byłą.

 

Każdy mój teks jest jakims drogowskazem.

Dziś chciałam wam powiedzieć byście bacznie oglądały te dawne relacje.

Ja nie posłuchałam rad pewnej podłej byłej, która jak się okazało w każdym z wypowiadanych przez siebie zdań miała racje.

Choć trudno w to uwierzyć, z ust zranionej kobiety, płynie więcej prawdy, niż z lat u boku tegoż mężczyzny…

 

Mnie, kobiecie po przejściach rozsądek jednak nakazuje uważnie przyglądać się dawnym relacją.

Wiec jeśli jakaś była powie mi, że ten to pijacy, zdradzający, krzyczący, bez sekundy zawahania zbiegnę pod byle pretekstem. Tak zdecydowałam…

 

 

 

 
20160505_220302.jpg