3 LATA Blondynki Tańczącej z Wilkami

ZADRA - blond miłość do alkoholika

Cień przeszłości

Wciąż dręczy mnie jedno pytanie. Z uporem maniaka wraca zawsze, gdy on jest ciut dalej niż zwykle. Krąży po mojej głowie, jako ta czarna wrona, po niebieskim niebie.

Czy kobieta z moim bagażem doświadczeń jest w stanie komukolwiek jeszcze zaufać?

Brak zaufania w toksycznym związku to podstawa ochrony. Tarcza, dzięki, której wciąż jesteś na straży. Jako ten zając śpiąc gdzieś przy miedzy, zawsze gotowa do ucieczki.

W normalnym życiu, w normalnej relacji, z normalnym człowiekiem… czy zaufanie nie powinno stanowić fundamentu, podstawy wzajemnej relacji?

Kiedy opowiadam o tym jak jest pięknie, błogo, bezpiecznie, wspaniale, moja przyjaciółka obala wątpliwości, stwierdzeniem, że związek jest taki, jacy są w nim ludzie go tworzący.

Zatem M, nie jest łotrem, draniem, kogutem w fazie godowej.

Kiedy w środku nocy on biegnie do samochodu po lekarstwo, ja płacze ze wzruszenia, że on właśnie taki jest.

Jeszcze niedawno dokładnie o to samo proszony marek, robił mi awanturę, ze musi iść do kuchni zagotować wodę, coś w niej rozpuścić a potem mi jeszcze podać. Bo przecież mam ręce, nogi i taką samą drogę do przejścia jak on. Mimo iż zwijam się z bólu. Mimo iż nie jeden raz był świadkiem tego jak cierpię, gdy ból się nasila.

3 lata później w środku zimnej nocy, jakiś inny facet biegnie do samochodu.

Jeszcze przytomna gotuje wodę, zalewając się tamtych scen.

To, co robi M tamtej nocy nie odbiega niczym od standardów normalnej egzystencji dwojga ludzi. W takich chwilach tak się po prostu robi i nie jest to żaden wyczyn. Dla mnie jest… był przecież inny świat, kiedy takie zachowania nie były standardem.

Czasem patrząc na niego nieśmiało zadaję sobie pytanie, „jak to możliwe, że ona przestała go chcieć?”

Jego… wiernego, oddanego, zabawnego, rozsądnego, gotowego do poświęceń.

A może był kiedyś inny świat, o którym jeszcze długo się nie dowiem?

Może on nie zawsze taki był?

Może w pewnym momencie, nie umiał już dla niej taki być?

Wspomnienia wciąż zalewają moje oczy.

Na tydzień przed rocznicą poznania, wracają te najwspanialsze ze wspomnień. Te, w których biegłam podekscytowana na spotkanie z księciem. Wysokim, przystojnym, tajemniczym, uwodzicielskim, rozsądnym, przedsiębiorczym, subtelnie pachnącym, eleganckim. Był ideałem.

Poznany w biegu, między kursem samoobrony a próbą w teatrze. Wciąż czuje zapach tamtych perfum, wciąż rozpływam się na wspomnienie tamtego uśmiechu, wciąż tęsknie do tamtej energii…

Był kiedyś inny świat… tak szczęśliwy, tak wyjątkowy… tan świat…

Wtedy… w tamtym świecie… Zakochałam się od pierwszego wejrzenia z wzajemnością.

Jedyny mężczyzna, na którego patrząc, wiedziałam, ze to jest ten jeden jedyny, ten, który urodził się właśnie dla mnie, ten, u którego boku zawsze byłam we właściwym miejscu… po prostu Ten!

I pewnie gdyby w 2012 roku nie stanęła miedzy nami jego aktualna żona, byłabym tak obłędnie zakochana do końca życia…

Wciąż nie pojmuję, nie rozumiem….

Jak to możliwe, że z dnia na dzień, człowiek, który tak cię kocha, tak cię chroni, tak wiele dla ciebie znaczy… z dnia na dzień, ten sam przecież człowiek staje się potworem, który się nad tobą znęca, który cię poniża, dla którego ty- najważniejszy człowiek w jego życiu, w ciągu jednej sekundy, stajesz się nikim, przeszkodą, balastem, złym wspomnieniem???

Jak zaufać po czymś takim?

Marek też, całe lata, zapewniał, że nigdy by nie uderzył kobiety.

Całe lata wykrzykiwał, że brzydzi się facetami, którzy demonstrują swoją siłę poniżając kobiety. A kiedy coś się złego działo, on pierwszy stawał w obronie słabszych.

To on swoja odwagą i spokojem, nauczył mnie by dziś reagować na zło, stawać w obrobię tych, którzy właśnie są atakowani, nie bać się, bronić słabszych.

Imponowała mi jego odwaga.

Po 10 latach, wspólnego życia dzwonię na niebieską linie. Po 12 latach wreszcie znajduje odwagę, by trafić na terapie, gdzie otwarcie zostaje nazwana „OFIARĄ PRZEMOCY PSYCHICZNEJ I FIZYCZNEJ”

On… On, który na rękach zanosił mnie do lekarza, bo mi się jakaś krosta na ręce zrobiła. On, który zawsze czekał u bram uczelni bym z niej sama nie wracała. On, który z dnia na dzień zmienił moje życie. On, dla którego byłam najbliższa osobą, całym jego życiem. On, tej kobiecie, do której zawsze wracał. Tej kobiecie, dla której tyle poświęcił. Tej kobiecie, której tak ufał. On, który tulił z całych sił, jak najcenniejszy skarb.

 

Skąd wiedzieć, że człowiek, który dziś tak heroicznie się o mnie stara, za 10 lat, nie stanie się naszym największym koszmarem?

Jak zaufać, wiedząc, że już kiedyś ktoś taki był?

 

W poradnikach dla kobiet po przejściach jest całe mnóstwo tez, że ofiarami przemocy jesteśmy nim się pojawi oprawca. Do roli ofiar jesteśmy niejako pretendowane, sygnowane, przygotowywane. A to za sprawą naszych doświadczeń, kompleksów, poglądów, wreszcie, źle zaznaczonych granic lub zbytniej pychy i pewności siebie.

Jest całe mnustwo sygnałów, świadczących o tym, że przyciągniemy przemocowca, że kiedyś pozwolimy, by ktoś nas skrzywdził, że nie będziemy się bronić, gdy to się już stanie.

Co jeśli mój były miał racje, mówiąc, że to ja go sprowokowałam?

Jak zaufać sobie, wiedząc, że ma się tendencje, do bycia ofiarą?

Jak uwierzyć, że po raz kolejny, będę umiała odejść, a związek nie okaże się kolejną stratę czasu?

 

Marek twierdził, że znęcał się najemną, bo nie chciałam odejść. Może miał racje, finalnie przecież związał się z tą, u boku, której stał się przemocowcem. Jak zatem wytłumaczyć, że potem się zeszliśmy, bo właśnie on tego chciał? I jak zatem wytłumaczyć, że „on się zmienił, dla niej”, jak ona twierdzi?

Nic, nie tłumaczy przemocy, ale im dalej jestem od tamtych zdarzeń, tym częściej boje się, że to mogła być moja wina. Tak wielu rzeczy przecież nie zauważyłam,

 

Mój były zaufał. Ktoś go obdarzył zaufaniem. Właśnie ona, właśnie jemu…

 

Ja zaufać nie potrafię, ani temu nowemu komuś ani nawet sobie.

 

Przeszłość, kładzie się cieniem na naszą przyszłość.

Wciąż są takie niedziele, gdy po prostu płacze.

Wciąż są takie dni, do których tęskno.

Wciąż są takie doświadczenia…, które zawsze będą…

Wciąż są te pytania, na które jedynie czas nam odpowie.

O swoim byłym wiedziałam, że jest przemocwcem odkąd go ujrzałam pierwszy raz. Nie wiem skąd, poprostu to wiedziałam. Być może to ta właśnie świadomość, sprawiła, że tak późno stałam się ofiara przemocy.

Nie wiem, co ale teraz też coś czuje, czego nie powinnam. Być może to tylko strach wyłaniający się z chorej przeszłości.

Pewna jestem, że skoro mój ex umiał ułożyć sobie życie, to nie było mu ze mną aż tak źle jak zapewne twierdzi. Choć nie lubię siebie z przeszłości, to wręcz rozsądek nakazuje mi sądzić, ze w tej naszymi miejscami nie chlubnej przeszłości było coś, za czym tak do granic bólu tęsknił.

Do granic bólu, którego ukojenie znalazł w kobiecie, tak podobnej do mnie z tamtych pierwszych, acz najwspanialszych lat naszego związku.

W ferworze walki, nigdy nie zdawałam obie sprawy z tego jak jestem krucha, słaba. Byłam wszak wojowniczką. Ubrana w twardą zbroje dzielnej kobiety, dla której niema rzeczy niemożliwych. W tamtym świecie, mówili o mnie „herod baba”.

A kim jestem w tym życiu?

Kim jestem teraz, gdy opadł kurz po bitwie?

Czy nie bezbronną kobietą, która niema już siły dźwigać swojej zbroi?

Odpuściłam walkę o pieniądze. Choć temat długów wciąż jest niewyczerpany.

Idę przez życie skupiając się tylko na tym, co kocham. Na mojej rodzinie, pracy, pasji.

Czasem chowam się w jego ramionach szukając ucieczki przed wszystkim, co rani. Już kiedyś tak uciekałam w czyjeś ramiona…

Według mojej teorii ofiarami przemocy zostają silne kobiety. To właśnie ich upór sprawia, że mężczyźni wchodzą z nimi w relacje, walki i polemiki. A kiedy nie mają argumentów by, słowem udowadniać swej siły, męskości, wtedy używają siły fizycznej.

Być może strach, bezbronność to tylko inny rodzaj tarczy.

 

Są pytania, na które odpowie nam jedynie przyszłość.

Dziś wiem, że nigdy nie byłam tak silna jak wówczas sądziłam.

Był jakiś strach, do którego nigdy się nie przyznałam. Teraz, gdy już nie musze walczyć czuje siłę tego strachu.

 

Na sam koniec mała prośba…

W rocznice poznania pan Kanalii, jak co sobota będę na scenie. Tym razem grając charytatywnie.

Uprzejmie zapraszam na nasz występ, jednocześnie proszę o wparcie dla rodziców Kubusia, któremu go dedykujemy. Szczegóły na plakacie.