3 LATA Blondynki Tańczącej z Wilkami

3 LATA PAMIĘTNIK Z ZYCIA BEZ NIEGO

Ktoś inny

Nadeszła jesień. Tak niespodziewanie nagle powiało chłodem.

Wiatr strąca z drzew kolorowe liście. Po drogach walają się połamane gałęzie.

W tym roku boje się już tylko tej jesieni. Chłodu, tak innego od lata, które tak bez powrotnie zmieniło moje życie. Znów budzę się sprawdzając czy obym nie skradła zbyt wiele kołdry. Znów jade do pracy, przesadnie nie wyspana. Znów coś czego się boje. Tym razem dba o niego się boje.

W te coraz chłodniejsze dni chowam się znów w czyis ramionach.

Jak kiedyś, jak przed laty…

Coraz więcej dawnych zwyczai wprowadzam do tego nowego życia.

W takich chwilach, dociera do mnie, że zbyt wiele razy byłam zbyt krytyczna wobec dawnego zycia… zwłaszcza wtedy, gdy jeszcze mym dawnym życiem nie było.

Nie dzwonie, nie pisze, nie odbieram wieści…

Unikam kontaktu z dawnym życiem.

Teraz jest on… choć jeszcze nie wiem co to jest. Choć wciąż jestem gotowa do ucieczki. To już wiem, ze niechce tego straci.

Jest dobrze. Jest idealnie. I tu i tam.

Po kiepskim dniu, nie szukam przyjaciół. Po prostu jade… całe popołudnie rwie karteczki patrząc jak on gotuje. Wreszcie wygadana, wyprzytulana, wracam nad ranem do domu.

Zaspana gdzieś nad węzlem konotopa, na warszawskiej autostradce, kolejny raz pojmuje, że oto spełnioło się moje marzenie. Tak sobie siedziałam i się wygadywałam.

Tak mi tego brakowało, w poprzednim związku… tak po prostu po pracy porozmawiać. Tak się wygadać. Bez wielkich słów, poważnych dylematów. Po prostu dzielić te wcale nie największe smutki na pół. Ile to lat, jak z każdym drobiazgiem radziłam sobie sama… jego to nigdy nie ciekawiło… zawsze mu mówiłam „za mało rozmawiamy”. Choć od rozmowy przecież ta wielka miłośc się zaczęła.

Zimno…

Czasem kiedy M, tak docenia jak mu ze mną jest, zastanawiam się jak niemądry jest mój ex… 

tak mnie tego wszystkiego nauczył i tak to odpuścił… gdy wreszcie stałam się taka idealna jak On zawsze chciał bym była..

Ktoś inny cieszy się dziś efektami jego wszak ciężkiej pracy, by „mnie wychować na idealną żone”.

Ktoś inny cieszy się smakiem jego ulubionych żeberek. Dla kogoś innego dziś piekę schab. Z kimś innym spędzam leniwe niedziele. Ktoś inny z dumą patrzy jak szaleje na scenie. Kogoś innego z czułością całuje gdy zbiegam z niej tak obłednie szczęśliwa. Ktoś inny, świetnie się bawi, z jego znajomymi. Ktoś inny depcze jego ścieżki. Dla kogoś innego jestem kierowcą po imprezie. Z kims innym jej w kinie nasze wszak wiśnie w czekoladzie. Ktoś inny chowa mnie w swoich silnych ramionach, gdy zasypiam. Z kimś innym pije kawę o poranku.

Tęskniłam za tymi kawami i porankami i tymi niedzielami i tymi ramionami i tymi wygłupami…

A teraz znów to mam.

Dziwny stan… tak ulegać komus innemu, budować nowe zycie…

Coraz częściej łapie się na tym, jak wiele tych dobrych chwil, zwyczajów, momentów, przenoszę do tego nowego życia.

Sama nie wiem czy to błąd…

Po co jednak pozbawiać się tego co jest dobre?

Czemu odbierać sobie coś co tak się lubiło, nawet jeśli jest fragmentem przeszłości.

Przeszłość zbudowała w nas także dobre zwyczaje…

Być może ten ktoś, kto przecież tak jak ja ma jakąś swoją przeszłość, też tych kilka lat tęsknił, za dawnymi zwyczajami…

Nie wiem…

Ciekawa jestm ile z tych zwyczajów marek zachował w swoim nowym zyciu.

Czy wciąż ogląda nasz serial o 18? Czy wciąż lubi spędzać niedziele w łożku? Czy ją też tak tuli z całych sił jak tulił mnie i czy gdy zasypia oplata na niej swoje stopy?

Czy wiąż najbardziej lubi sałatki z zagrubo pokrojonych warzyw? I czy wciąż tak lubi biegać do kina?

Nie dzownie, nie pytam, nie szukam kontaktu.

Ledwie zaczęłam to nowe życie.

Zbyt kruche są mory mojego nowego pałacu. Zbyt piękne z niego widoki. Zbyt szczere pocałuknki. Zbyt prawdziwe gesty. Zbyt błogi to świat, by choćby wspomnieniem go zburzyć.

Choć czasem zastanawiam się czy on też…

Choć czasem mijam go na ulicy…

Choć wieści wciąż płyną…

Choć wciąż czuje jego oddech na plecach…

Zbyt ważne jest to co mam by to stracić.

 

Gdyby nie to wszystko co się stało…

To za 17 dni… dokładnie 22 października o 20 była by 14 rocznica naszego poznania…

22 pazdziernika 2002, w zatłoczonym magdonaldzie, na wprost zegaru, którzy mierzył czas na opak…

To była piękna miłość…

Cząstka tej miłości, zawsze będzie żyła w każdym z nas.

Choć tak bardzo poraniła. Choć tak bardzo znoszczyła.

To teraz kiedy jest jakiś On, który tak bardzo docenia to kim mnie uczyniła, wreszcie widze jak wiele także dobrych rzeczy mi dała.

Czasem tak bardzo byćmy chcieli zamknąć przeszłośc do pudełka, wymazać gumka wszystkie wspomnienia, cofnać czas i nigdy nie poznac smaku tamtych dni.

Nasza przyszłośc nas ukształtowała, wzbogaziła, czegoś nauczyła. Każdy dzień jest lekcją wszak.

Może czasem warto spojrzeć w stecz i podziękować swojej przeszłości, za wszystko to co się w nije wydarzyło.

Jemu za to, ze był takim surowym, konsekwentnym i upartym nauczycielem. Wychował mnie wszak na wspaniała kobiete, choć cieszy się nia dziś ktoś zupełnie inny. Jej za to, ze mi go zabrała, gdy zycie z nim przestało być sielanką, dwojga zakochanych po uszy maloatów. Dzięki niej doceniam jak wspaniała, może być normalna, relacja dwojga dorosłych ludzi. Bo chyba gdyby nie spotkał mnie tamten dramat, nigdy bym nie doceniła normalnego mężczyzny i zawsze szukałabym gwiazdora, który choć piękny na zdjęciach, to już nie koniecznie w życiu.

 

Nadeszła jesień.

Coraz dłuższe wieczory.

Coraz krótsze spacery.

Coraz cieplej w sercu.